Imagistour 2006 w relacji "Królika".
Początek przygody rozpoczął wystrzał  armatni z przystani 
promowej w Świnoujściu.  
Jest  
piątek 11.08., godz. 08:00.  
Grupa 27 kolarzy rusza w szaloną walkę z dystansem 1008 km.  
Pytanie, kto wytrzyma?  
Pierwsze kilometry do Wolina spokojne. Kamery, 
fotoreporterzy, atmosfera sielankowa, ale już wkrótce tempo 
wzrasta do 30-35 km/h i tak do 106 km. Po drodze odpada 7 
zawodników, a grupa prowadząca dzieli się na 9 i 11 osobowe. 
Druga grupa, w której jadę do 317 km (DKP 1) dojeżdża w 5 
osobowym składzie o godz. 19:06. W drodze dostajemy 
solidną porcję wody z niebios, po kąpieli, obiedzie i włożeniu 
suchych rzeczy ruszamy o 20:25 na  następne prawie 400 km. 
Po 30 km,na obwodnicy Bydgoszczy Irzy Rajder wpada w 
wyrwę w asfalcie i ląduje w rowie łamiąc obojczyk. Na pomoc 
czekamy 1,5 godz. Teraz jedziemy dalej we czwórke w 
minorowych nastrojach. Show must go on. Bez przygód 
kończy się pozostała część nocy. 
Sobota, 12.08. Ok. godz. 05:00 sen wciska się brutalnie w 
oczy Jurka i Oskara. Muszą choć godzinę przekimać w 
samochodzie na kolejnym PK. 
Po 24 h od startu jesteśmy w Żyrardowie na 543 km trasy.  
Rekord życiowy ustanowiony. Dalsze kilometry nie wróżą  
niczego dobrego. W moim lewym bucie źle ustawiony blok  
powoduje postępujący ból więzadeł podkolanowych. 
Z trudem dojeżdżamy do DKP 2 za Iłżą. Już zaliczone 700 km. 
Jest godz. 15:30. Kąpanko, obiad i spanko do 20:00. Czas się 
zbierać. Ruszamy o 22:00. Teraz czeka nas najtrudniejszy, 
ostatni odcinek. 
W niedzielę 13.08. ok.godz. 03:00 rozstaję się z Andrzejem.
Mimo powtórnej  zmiany butów, ból jest już na tyle dokuczliwy, 
że ratuję się środkami przeciwbólowymi i pracuję zawzięcie 
prawą nogą, maksymalnie oszczędzając lewą. 
Napotykam wiatę PKS. Co za ulga. Usypiam na trochę. Budzi 
mnie światłość wstającego dnia, czuję przypływ nowych sił. 
Muszę dojechać. Nareszcie Rzeszów. Mam 24h w  
zapasie i 150 km do mety. Dam radę! Krótkie śniadanie, kawa.  
Lekki deszczyk. Jadę. W pedał podjazdy (szczęśliwie z przodu  
mam 3 blaty; w 1:1 wjadę na każde wzniesienie). I zjazdy.  
Kilometry uciekają coraz szybciej. 
Poniedziałek, 14.08., o 12:24 PK w Lesku. 
Jeszcze tylko 67 km do mety. Już nikt nie może mnie 
dogonić. Pędź mój rumaku, w Ustrzykach czeka nagroda, sen 
zwycięzcy. Każdy kto pokona trasę, ten wygrywa! 
Radość z pokonania własnych słabości jest nie do opisania. 
To trzeba przeżyć samemu.
Wreszcie 
META ! Tu okazuje się, żę na trasie wyprzedziłem  
Andrzeja, którego dopadł kryzys i musiał zrobić dłuższy  
odpoczynek. 
Ostatecznie 14 miejsce jest dużo lepsze od oczekiwań, a  
uzyskany czas 55:58 to szczyt marzeń przedstartowych. 
Chwała zwycięzcom, chwała zwyciężonym! 
 
Organizatorzy wyprawili wspaniałą ucztę na zakończenie 
imprezy. Nie zabrakło ani jadła, ani napoju.
Dziękuję serdecznie całej ekipie technicznej obsługującej trasę, 
wozom na PK, Robertowi Janikowi za organizację, szefowej 
IMAGIS za sponsoring i podwiezienie do Warszawy, a wszystkim 
uczestnikom za wspaniałą postawę w extremalnych warunkach.

Piotr Królikowski,  
nr startowy nr 24

*
foto własne, Królika oraz ze strony www.ilustra.tour.pl

W 2008 roku, Piotrek (nr startowy 17) zaatakował ponownie. 
Tegoroczny 
Imagistour to 1016 km na trasie 
Świnoujście-Wołosate. Z czasem 46:09:00 w klasyfikacji 
open, zajął 7 miejsce.
yo, bike!   
eXtremalnie 
 
Piotr "Królik" 
KRÓLIKOWSKI 
  
(ZTC) 
w  
ULTRAMARATONIE 
ROWEROWYM  
IMAGISTOUR 2006 
 
1008 km  
Świnoujście - Ustrzyki Górne 
 
11-15.08.2006 
 
nr startowy 24